Amerykańskie skrzydła nad europejskimi wodami czyli Amerykańskie lotnictwo morskie w I Wojnie Światowej

Łodzie latające Curtiss H-16 (na lądzie) i HS-1L (na wodzie) w bazie Pensacola na Florydzie, 1918 rok. / Zdjęcie: NH&HC
Łodzie latające Curtiss H-16 (na lądzie) i HS-1L (na wodzie) w bazie Pensacola na Florydzie, 1918 rok. / Zdjęcie: NH&HC
Artykuł zamieszczony dzięki uprzejmości czasopisma Okręty Wojenne
Artykuł zamieszczony dzięki uprzejmości czasopisma Okręty Wojenne

Narodziny amerykańskiego lotnictwa morskiego

W dniu 14 listopada 1910 r. cywilny pilot Eugene Ely wystartował samolotem konstrukcji Curtissa z platformy ustawione na dziobie krążownika Birmingham. Start był udany, choć odnotować należy, że ledwo ledwo – maszyna musnęła kołami powierzchnię wody, tak, że spryskane zostały gogle pilota! Dwa miesiące później, w dniu 18 stycznia 1911 r., Ely lądował na pokładzie okrętu, a ściślej na platformie, którą ustawiono na rufie krążownika Pennsylvania (krążownik pancerny, nie mylić z późniejszym okrętem liniowym o tej samej nazwie). Było to też, co warto odnotować, pierwsze lądowanie z wykorzystaniem lin hamujących (aerofiniszerów) rozciągniętych na pokładzie (platformie lądowiska) i haka, którym zaczepiał o nie lądujący samolot. Pisząc o „pierwszych razach” wybiec można nieco w przyszłość i dodać, że dnia 5 listopada 1915 r. miał miejsce pierwszy start samolotu z amerykańskiego okrętu za pomocą katapulty – maszyna typu Curtiss, którą pilotował Captain (Capt.) Henry Croskey Mustin wystartowała tą metodą z krążownika pancernego North Carolina.

Wracając do właściwej chronologii zdarzeń, za symboliczny dzień „narodzin” amerykańskiego lotnictwa morskiego przyjmuje się 8 maja 1911 r., kiedy to Capt. Washington Chambers na oficjalnej drodze zwrócił się o zakup (made a purchase request) pierwszego samolotu dla U.S. Navy. Niebawem zakupiono kolejne maszyny i rozpoczęto szkolenie pilotów oraz innego personelu. Początkowo nieliczne jeszcze amerykańskie lotnictwo morskie, a właściwie rzec by można lotnictwo marynarki, działało z  zaimprowizowanego lotniska nad rzeką Severn River w pobliżu Annapolis. Wkrótce konieczność posiadania dla lotnictwa bazy z prawdziwego zdarzenia stała się oczywista i takową założono w Pensacola na Florydzie wykorzystując tereny po byłej stoczni marynarki – jej oficjalna nazwa to NAS (naval air station – dosłownie stacja lotnictwa morskiego) Pensacola.

Niebawem młodemu lotnictwu U.S. Navy przyszło zebrać pierwsze doświadczenia bojowe. Mianowicie podczas interwencji Stanów Zjednoczonych w Meksyku zarówno armia jak też i flota użyły swych jeszcze skromnych, ale już posiadanych sił lotniczych. Pierwszy lot bojowy lotnicy marynarki wykonali w dniu 6 maja 1914 r. dokonując rozpoznania okolic Veracruz. Podczas historycznego lotu za sterami wodnosamolotu typu Curtiss H-3 siedział Lieutenant junior grade (Lt jg) P. N. L. Bellinger, a stanowisko obserwatora zajmował Lt jg. R. C. Saufley. Przy tym amerykański samolot został ostrzelany z  ziemi, trafiony i niegroźnie uszkodzony pociskami karabinowymi – tak więc był to prawdziwy chrzest bojowy.

Na wojnę

Latem 1914 r. po drugiej stronie Atlantyku wybuchła wojna, która niebawem zyskała miano wielkiej. Lotnictwo, w  tym lotnictwo morskie, traktowane początkowo jako pewna ciekawostka i dodatek szybko udowodniło nie tylko przydatność, lecz wręcz nieodzowność dla prowadzonych działań wojennych. Tymczasem Stany Zjednoczone pozostawały neutralne i z tej przyczyny amerykańskie lotnictwo nie ulegało tak szybkiemu rozrostowi jak w  przypadku państw wojujących. Dlatego też gdy USA przystępowały do wojny w kwietniu 1917 r. lotnictwo U.S. Navy przedstawiało się skromnie dysponując 54 samolotami, sterowcem i dwoma balonami (w tym jednym na uwięzi). Istniała tylko jedna baza lotnictwa morskiego, wspomniana już NAS Pensacola, a cały personel liczył 48 oficerów oraz 239 podoficerów i marynarzy.

Pierwsza grupa lotników morskich zza oceanu w składzie 7 pilotów oraz 122 osób personelu naziemnego i innego pomocniczego przybyła do Francji w dniu 5 czerwca 1917 r. Nie bacząc na skromność posiadanych środków – Amerykanie byli bez własnych samolotów, wobec czego maszyny musiano pożyczyć od Francuzów – i bynajmniej nie czując jakichkolwiek kompleksów wobec bardziej doświadczonych zarówno sojuszników jak i nieprzyjaciół amerykańscy lotnicy morscy szybko przystąpili do aktywnego uczestnictwa w toczącej się wojnie. Między innymi podjęli działania przeciwko niemieckim okrętom podwodnym stanowiącym wówczas jedno z największych zagrożeń dla aliantów.

Przeciw „podwodnym piratom”

Amerykańskie samoloty ZOP operowały z  baz lądowych w  Wielkiej Brytanii i  Francji. Wykonywane zadania polegały najczęściej na patrolowaniu i osłonie z powietrza płynących konwojów. Dochodziło przy tym do ataków na okręty podwodne lub też obiekty wzięte za takowe. Trudno opisać wszystkie takie zdarzenia, niemniej przybliżyć można niektóre.

Przykładowo w  dniu 23 kwietnia 1918 r. dwa amerykańskie samoloty patrolowały wokół konwoju płynącego u francuskich wybrzeży, gdy w pobliżu przylądka Pointe de Penmarc’h dostrzeżono U-boota. Nie tracąc czasu jedna z załóg przeprowadziła atak na wykrytego przeciwnika zrzucając dwie bomby, zaś druga oznaczyła miejsce starcia boją. Ponoć widziano na powierzchni morza olej i bąble powietrza. Następnie przybyłe alianckie okręty – brytyjski niszczyciel Stewart oraz francuska kanonierka Ardente – zrzuciły jeszcze trzy bomby głębinowe. W efekcie uznano, że zatopiono U-boota, a  załoga amerykańskiego samolotu, który przeprowadził atak, to jest pilot Ensign (Ens.) Smith i obserwator Chief Williams zostali odznaczeni francuskimi Croix de Guerre (Krzyż Wojenny) z palmą. Jednak powojenna analiza wykazała, że efekt ataku oceniono nazbyt optymistycznie, nie da się go bowiem przypisać jakiejkolwiek znanej niemieckiej stracie.

Do podobnego zdarzenia doszło latem, a konkretnie 13 sierpnia 1918 r., kiedy to amerykański samolot, którego pilotował Ens. Carson dostrzegł niedaleko Dunkierki płynący na powierzchni okręt podwodny. W odpowiedzi na sygnał rozpoznawczy Amerykanina działo pokładowe okrętu podwodnego otwarło ogień. Tym samym nie mogło być już wątpliwości, że tajemnicza jednostka to U-boot. Niemcy oddali pięć strzałów, przy tym niektóre pociski rozerwały się na tyle blisko, że ich odłamki niegroźnie uszkodziły kadłub i  skrzydła amerykańskiego samolotu – tenże nie pozostawał dłużny ostrzeliwujące „podwodnego pirata” z karabinów maszynowych. Jednak Niemcy nie dążyli do rozstrzygnięcia wymiany ognia i miast tego postanowili skryć się w  głębinach. Lecz właśnie gdy U-boot się zanurzał Amerykanie zrzucili na niego dwie bomby. Dziób okrętu podwodnego miał się jeszcze potem ukazać wystając nad powierzchnię morza pod ostrym kątem, po czym U-boot ostatecznie zniknął pod falami. W efekcie uznano, że Ens. Carson zatopił niemiecki okręt podwodny, co Francuzi uhonorowali dekorując go Croix de Guerre. Jednak analogicznie jak w pierwszym z opisywanych przypadków domniemanego sukcesu nie sposób powiązać z którąś ze znanych niemieckich strat.

Przywołane epizody dobrze ilustrują możliwości i ograniczenia ówczesnego lotnictwa morskiego – samoloty miały duże możliwości jeśli chodzi o wykrywanie okrętów podwodnych, które ze względu na zależność od powietrza atmosferycznego musiały przez większość czasu pływać na powierzchni morza, zarazem jednak słabe uzbrojenie i prymitywne metody celowania ówczesnych samolotów nie gwarantowały osiągnięcia rozstrzygającego rezultatu w starciu z podwodnym przeciwnikiem.

Rekapitulując wysiłek amerykańskiego lotnictwa ZOP stwierdzić można, że wykonano około 22 tys. lotów o  łącznej długości 3 milionów (!) mil morskich. Przeprowadzono przy tym około 30 ataków na U-booty, choć zapewne w  niektórych przypadkach domniemany okręt podwodny zaistniał tylko w  imaginacji lotników, a  przy tym, mimo optymistycznych meldunków, nie udało się zatopić choćby jednego „Niemca”. Mimo tego loty patrolowe Amerykanów ocenić należy w ogólnym rozrachunku pozytywnie, bowiem niejednokrotnie wykrywano nieprzyjacielskie okręty podwodne i utrudniano ich działania.