Wrak Steubena

Historia Steubena

Munchen, bo od tej nazwy należy zacząć historię Steuben, narodził się w 1923 roku w szczecińskiej stoczni “Vulcan”. Macierzystym armatorem były linie oceaniczne Norddeutscher Lloyd (NDL) z Bremen. Statek miał długość 168 m, szerokość 19,8 m oraz zanurzenie 8,5 m. Jego tonaż wynosił 14 660 BRT. Dzięki 2 czterocylindrowym silnikom potrójnego rozprężania (11 000 KM) mógł rozwinąć maksymalną prędkość do 16 w. Na pokładzie znajdowały się eleganckie kajuty, sala balowa, bar oraz palarnia papierosów. Odbywał regularne rejsy przez Atlantyk do Nowego Jorku oraz okazjonalne po Morzu Śródziemnym lub Norweskim.

11 lutego 1930 roku parowiec prawie doszczętnie strawił ogień. Po powrocie do macierzystego portu w Bremerhaven statek przeszedł remont, wymianę maszyn napędowych i kotłów. Odbudowano spalone kajuty, sale balowe i bar. 18 stycznia 1931 r. parowiec wszedł do służby pod nową dumną nazwą General von Steuben. 20 grudnia 1938 roku otrzymał skróconą nazwę Steuben. Wojnę rozpoczął jako hulk marynarki wojennej.

4 grudnia 1939 r. stacjonował w Gdańsku Nowym Porcie. Od 31 lipca 1940 r. został przebazowany do Hamburga, gdzie służył jako hulk w oddziale budowy nowych okrętów (Erprobungskommando fur Kriegsschiffneubauten). Później, do 31 lipca 1944 r., wykorzystywany był jako uzbrojony transportowiec wojska na Bałtyku. W 1944 r. posiadał 4 pojedyncze działka kal. 37 mm, 4 poczwórne “Vierlingi” kal. 20 mm oraz 2 podwójne działka 20 mm. Od lipca do grudnia 1944 r. odbył 18 rejsów ewakuacyjnych z Rygi do Gdyni i z Piławy do Świnoujścia. Podczas nich został trafiony radziecką artylerią koło Rygi i odniósł lekkie uszkodzenie od odłamków bomb radzieckich samolotów.

Od 23 grudnia 1944 r. został tymczasowo przydzielony do sztabu dowódcy U-bootów na wschodzie (Fuhrer der U-boote Ost). Rok później został przeklasyfikowany na transportowiec rannych. Załogę statku stanowiło 160 osób cywilnej załogi oraz 61 osób z marynarki wojennej (m. in. personel obsługi dział plot, radiooperatrzy, lekarze itd.).

Rysunek wraku Steuben. / Rysunek: Andrzej „Długi” Rytkowiak
Rysunek wraku Steuben. / Rysunek: Andrzej „Długi” Rytkowiak

8 lutego 1945 r. Steuben znajdował się w Piławie. Na jego pokład przyjmowano rannych żołnierzy i cywilów, uchodźców i personel bazy. W sumie znalazło się tam 4267 ludzi [za H. Schon Ostsee 1945], w tym 2800 rannych, 800 uchodźców, 100 żołnierzy, 12 sióstr z Czerwonego Krzyża, 270 członków marynarki, 61 osób personelu marynarki jako stałej załogi oraz 160 osób załogi cywilnej.

9 lutego Steuben został wyprowadzony z portu w Piławie, po czym udał się na redę Helu. Tam dołączyły do niego dwa okręty eskorty. Konwój ruszył z prędkością 12 w., zygzakując, w kierunku otwartego morza; portem docelowym miało być Świnoujście.

Grzegorz "Banan" Dominik przed 208 metrami nurkowania. Fot. ABYSS DIVING
Grzegorz “Banan” Dominik przed 208 metrami nurkowania. Fot. ABYSS DIVING

Tymczasem na północny zachód od Rozewia patrol pełnił radziecki okręt podwodny S-13 dowodzony przez kapitana 3. rangi Aleksandra Iwanowicza Marinesko. (30 stycznia S-13 na północ od Łeby zatopił niemiecki statek pasażerski Wilhelm Gustloff). 9 lutego radzieckie lotnictwo wykryło dużą jednostkę, zidentyfikowaną jako krążownik, i podało jej kurs. Około północy S-13 wynurzył się i zaobserwował trzy statki, w tym najbliższy znajdował się około 4000 m od okrętu podwodnego. O godz. 0052 Marinesko dał rozkaz odpalenia dwóch torped. Obie trafiły. Pierwsza w dziob na wysokości pomostu, druga w śródokręcie w rejonie kotłowni. Steuben zaczął płonąć i powoli pogrążał się w morzu. Rozpoczęła się paniczna ewakuacja ponad 4000 ludzi. Dwie minuty po trafieniu torped Steubenem wstrząsnęły kolejne eksplozje. Prawdopodobnie wybuchły kotły.

Statek Steuben zatonął kilkanaście minut później, a wraz z nim idzie na dno 3608 jego pasażerów. Dwóm pozostałym statkom udało się uratować jedynie 659 osób. Oba okręty wpłynęły rankiem do portu w Kołobrzegu. Pośpiesznie zorganizowane poszukiwania nie dały rezultatów. Nie odnaleziono już żadnych rozbitków.

Wrak Steubena jest obok Wilhelma Gustloffa i Goi największym grobowcem spoczywającym na dnie w rejonie polskiego wybrzeża.

Odkrycie Steubena

Wilhelm Gustloff, Goya, Steuben – to trzy największe i najtragiczniejsze, pod względem ilości ofiar, katastrofy, jakie miały miejsce kiedykolwiek na morzu. Na odnalezienie Steubena trzeba było czekać blisko 60 lat. W środowisku badaczy, poszukiwaczy, nurków czy archeologów krążyło wiele wersji na temat pozycji zalegania tego statku. Żadna jednak nie była wiarygodna do dnia, kiedy odnalazł go ORP Arctowski. Nowoczesne hydroakustyczne systemy pomiarowe stanowiące wyposażenie tego okrętu, jak i ORP Heweliusz, w połączeniu z profesjonalizmem ich załóg umożliwiły osiągnięcie tego sukcesu. Niewątpliwie wszystkich nas cieszy fakt, że przypadł on w udziale naszej rodzimej Marynarce Wojennej.

Grzegorz „Banan” Dominik po nurkowaniu. / Zdjęcie:  ABYSS DIVING
Grzegorz „Banan” Dominik po nurkowaniu. / Zdjęcie: ABYSS DIVING

26 maja 2004 r. okręt hydrograficzny ORP Arctowski z Dywizjonu Zabezpieczenia Hydrograficznego w Gdyni, pod dowództwem kmdr ppor. mgr inż. Dariusza Beczka, pełni swoją służbę na wodach południowego Bałtyku, realizując wcześniej zaplanowane prace hydrograficzne. Obejmują one między innymi sondaż morski torów głębokowodnych oraz poszukiwanie i identyfikację obiektów mogących stanowić niebezpieczeństwo nawigacyjne. Działania takie wynikają bezpośrednio z zadań Biura Hydrograficznego Marynarki Wojennej i przyczyniają się do podniesienia poziomu bezpieczeństwa żeglugi statków i okrętów na morzu.

Około godziny 0530 wachtowy hydrograf zauważa zmianę głębokości na ekranie monitora systemu echosondy wielowiązkowej EM-3000D. Jednocześnie burtowy sonar boczny ACSON-100 rejestruje długie echo sonarowe, z wyraźnie zaznaczonym cieniem, co oznacza, że natrafili na leżący na dnie duży obiekt. Kiedy zarysowuje się w całości na sonogramie, nie ma już wątpliwości – jest to wrak, który nie znajduje się na żadnej z oficjalnych map ani w żadnym spisie obiektów podwodnych. Wtedy nikt jeszcze nie spodziewał się, że załoga ORP Arctowski dokonała jednego z największych odkryć związanych z historią ostatniej wojny na Bałtyku. Teraz należy przystąpić do szczegółowej weryfikacji znalezionego obiektu. Najlepiej do tego celu nadaje się nowoczesny, cyfrowy sonar holowany EdgeTech model DF-1000. Urządzenie dostarcza wielu obrazów sonarowych, przypominających do złudzenia zdjęcia fotograficzne, tyle że obraz tworzą nie promienie świetlne, ale echo fal akustycznych. Wysokiej jakości materiały posłużą do dalszej obróbki i analizy. Jednak już teraz można dostrzec w okolicach dziobu potężną wyrwę w burcie – najprawdopodobniej to właśnie “śmiertelna” rana zadana przez torpedę, która posłała jednostkę na dno.

Jednostka Nurek na której nurkowie wypłynęli na wyprawę. Fot. ABYSS DIVING"
Jednostka Nurek na której nurkowie wypłynęli na wyprawę. Fot. ABYSS DIVING”

Dzięki specjalistycznemu sprzętowi, w jaki wyposażony jest ORP Arctowski, zarejestrowane zostają bardzo dokładnie zarówno kształt samego wraku, jak i głębokości wokół niego. Teraz można już bezdyskusyjnie stwierdzić, że wrak ma długość ok. 160 m i leży na lewej burcie na głębokości 70 m.

Do dalszych prac związanych z pełną identyfikacją obiektu zostaje wyznaczony ORP Heweliusz (pod dowództwem kmdr ppor. mgr inż. Marka Czarneckiego). Do udziału w akcji zostaje również włączona Akademia Marynarki Wojennej w Gdyni, gdyż już wcześniej współpracowała ona z Dywizjonem przy podobnych przedsięwzięciach. Z ramienia uczelni do pracy przystępują kpt. mar. dr inż. Adam Olejnik, kmdr ppor. dr Dariusz Grabiec oraz Marcin Sutkowski. Ich zadaniem jest wykonanie i opracowanie materiału zdjęciowego umożliwiającego identyfikację obiektu za pomocą zdalnie sterowanego pojazdu podwodnego (ROV). Więcej na stronie www.mw.mil.pl