„Czarni Książęta” Zimnej Wojny część II

Operacja „Atrina” została zaplanowana jeszcze w czasach J. Andropowa i przeprowadzona w okresie od marca do czerwca 1987 roku. Jej celem było rozpoznanie rejonów patrolowania OPARB i AOP Stanów Zjednoczonych i  państw NATO i  ujawnienie faktycznego potencjału i możliwości zwalczania okrętów podwodnych przez siły prawdopodobnego przeciwnika na obszarze Morza Sargassowego i Atlantyku. W akcji wzięło udział pięć okrętów serii RTM z 33. Dywizji: K-244 (d-ca kapitan 2. rangi W. Alikow), K-255 (kapitan 2 rangi B.J. Muratow), K-298 (kapitan 2 rangi Popkow), K-299 (kapitan 2 rangi N.I. Kliujew) i K-524 (kapitan 2 rangi A.F. Smieł-kow). Dowódcą grupy został wyznaczony kapitan 1 rangi A.I. Szewczenko. Działania tej grupy wspierały samoloty lotnictwa morskiego i dwa okręty rozpoznania typu „Kołgujew” wyposażone w holowane anteny hydrolokacyjne. W celu utrzymania w tajemnicy zamiaru i celu ope racji zastosowano maskujące działania kontrwywiadowcze. Nawet dowódcy okrętów dopiero w ostatnim momencie dowiedzieli się, dokąd i w jakim celu wychodzą w morze. Amerykanie, podobnie jak poprzednio, zauważyli wyjście radzieckich AOP z baz, ale dość szybko utracili z nimi kontakt. W związku z tym rzucili na poszukiwanie „Szczuk” wszystkie podstawowe siły zop stacjonujące na wybrzeżu Atlantyku. Sformowano trzy poszukiwawcze grupy okrętowe wspierane przez trzy okręty dalekiego rozpoznania hydrolokacyjnego typu „Stalwart” (AGOS). Z bazy w Brunszwiku wystartowały trzy eskadry samolotów zop, a z bazy w Norfolk wyszło sześć AOP. Do tych sił dołączyły trzy okręty podwodne znajdujące się na pozycjach w oceanie. Amerykanów wspomagali Brytyjczycy (zespół okrętów z lotniskowcem Invincible).

Bardzo ciekawe ujęcie od dziobu jednostki projektu 671RT (Victor II) z 1986 roku. / Fot. U.S. Navy, grzecznościowo John Jordan
Bardzo ciekawe ujęcie od dziobu jednostki projektu 671RT (Victor II) z 1986 roku. / Fot. U.S. Navy, grzecznościowo John Jordan

Trwało prawdziwe polowanie z użyciem wszelkich sił i środków będących w dyspozycji USA i NATO. Później rosyjscy dowódcy wspominali, że czasami nie było możliwe wynurzenie na seans łączności lub dla uzupełnienia powietrza w butlach ponieważ na powierzchni roiło się od jednostek NATO. Po ośmiodniowych nieprzerwanych poszukiwaniach amerykanom udało się ustanowić kontakt z radzieckimi AOP, ale te zdążyły się już rozwinąć w Morzu Sargassowym. Amerykanie błędnie sklasyfikowali wykryte cele jako radzieckie OPARB, co wzbudziło u nich duży niepokój. Połowa radzieckich okrętów miała problemy z oderwaniem się i zgubieniem swoich prześladowców. Po zakończeniu operacji AOP powróciły do bazy, odrywając się od swych „ogonów” za pomocą środków i urządzeń zakłócania hydrolokacyjnego. Wyjątkowo dowództwo WMF wyraziło zgodę na zastosowanie tajnych (i drogich) środków przeciwdziałania hydrolokacyjnego.

Analizując rezultaty operacji sztab WMF doszedł do wniosku, że w przypadku jednoczesnego wyjścia w ocean wielu radzieckich AOP Amerykanie nie będą w stanie zapewnić pełnej kontroli ich poczynań na Atlantyku. Operacja „Atrina” była ostatnią demonstracją możliwości radzieckiej atomowej floty podwodnej przed zakończeniem „zimnej wojny”.52

Jednostka projektu 671RTM (Victor IIII) w ekspresyjnym ujęciu wykonanym na północnym Atlantyku w 1986 roku. / Fot. MoD (UK), grzecznościowo John Jordan
Jednostka projektu 671RTM (Victor IIII) w ekspresyjnym ujęciu wykonanym na północnym Atlantyku w 1986 roku. / Fot. MoD (UK), grzecznościowo John Jordan

„Atakowaliśmy „Amerykę!”

Dużego rozgłosu nabrała sprawa K-314 (kapitan 1. rangi A.M. Jewsiejenko), który 21 marca 1984 roku śledził amerykańską LGU z lotniskowcem Kitty Hawk podczas amerykańsko-południowokoreańskich ćwiczeń „Team Spirit-84”. K-314 podążając skrycie za lotniskowcem od czasu do czasu wychodził na „peryskopową” w celu określenia położenia. Podczas kolejnego wynurzenia stabilizatorami rufowymi rozpruł dno lotniskowca na długości ok. 40 metrów. Sam też odniósł uszkodzenia kadłuba, śruby napędowej, kiosku i prawego stabilizatora. Stracił też możliwość poruszania się i trzeba go było wziąć na hol i odprowadzić do bazy. Kitty Hawk udał się na remont do Jokohamy (Japonia). Prasa amerykańska skrytykowała U.S. Navy, która dopuściła do przebywania obcej jednostki w centrum szyku bojowego grupy lotniskowcowej.53 K-314 po tym zdarzeniu został odstawiony do rezerwy i wkrótce zakończył służbę.

W czerwcu 1985 roku przed załogą K-524 kapitana W.W. Protopopowa postawiono trudne zadanie: w 56 dni miał przejść pod lodem do Bieguna Północnego, potem przez wąskie płytkie cieśniny Robeson  i  Kennedy, oddzielające Grenlandię od wysp kanadyjskiego archipelagu Ziemia Granta i Ziemia Grinella, obok basenu Kaine’a i przez cieśninę Smitha z  Arktyki wejść na Morze Baffina i dalej na Północny Atlantyk. Dowództwu WMF ZSRR chodziło o zbadanie możliwości rozwinięcia sił podwodnych w Atlantyku z pominięciem tradycyjnej drogi usianej rubieżami obrony pop. Rejs odbywał się pod lodami w  rejonach, gdzie wcześniej nie przebywali radzieccy podwodnicy. Wymagało to szczególnych umiejętności i wyjątkowej koncentracji załogi. Wąska i płytka cieśnina, w której prześwit między dnem i dolną powierzchnią lodu ciągle się zwężał wymagała bardzo precyzyjnej nawigacji. Szczególną uwagę poświęcono zachowaniu skrytości działania. W tym celu podejmowano specjalne kroki, wybierając najmniej hałaśliwy tryb działania mechanizmów, aż do ich całkowitego wyłączenia. Załoga starała się zachowywać jak najciszej. Część załogi wchodziła w skład tzw. bojowej obsady. Oprócz dowództwa w jej skład wchodzili: szef RTS, trzej nawigatorzy, sześciu hydroakustyków, zespół grupy elektro-przelicznikowej, obsługujący BIUS – system bojowej informacji i dowodzenia, sternicy-sygnaliści, bosman, dowódca grupy rozpoznania radiowego, planszecista i inni specjaliści.54

Na Morzu Baffina na podwodników czekało nowe niebezpieczeństwo – góry lodowe. Hydrolokator pracujący w trybie poszukiwania min i meldunki akustyków pozwalał je omijać w bezpiecznej odległości. Mimo trudności załoga stanęła na wysokości zadania i okręt wyszedł na Atlantyk. Dopiero tutaj podwodnicy odetchnęli z ulgą. Czekała też na nich nagrodą za trudy: spotkanie z dużym nawodnym celem. W peryskopie dowódcy pojawiła się majestatyczna sylwetka lotniskowca America (CVA-66), który szedł kursem w stronę wybrzeża USA. Ogłoszono alarm bojowy i K-524 wyszedł do ataku torpedowego, oczywiście ćwiczebnego. „Czyż mogliśmy przepuścić taką okazję?!” – z uśmiechem opowiadał dziennikarzom W.W. Protopopow. Potem ukazały się w gazetach tytuły: „Atakowaliśmy «Amerykę» skrycie!…”

60-liet szefstwa WLKSM (eks K-524) projektu 671RTM w lodach Arktyki. / Fot. zbiory Siergieja Bałakina
60-liet szefstwa WLKSM (eks K-524) projektu 671RTM w lodach Arktyki. / Fot. zbiory Siergieja Bałakina

Cały rejs trwał 80 dni, z których 54 załoga spędziła pod lodami, na głębokościach 150 metrów. Protopopow 19 lutego 1986 roku odebrał Złotą Gwiazdę Bohatera Związku Radzieckiego.

„Prezent” od Regana

Niezwykłą przygodę przeżyła załoga K-324 podczas patrolu w listopadzie 1983 roku. Okręt pod dowództwem kapitana 2 rangi W.A. Tieriechina przebywał właśnie w rejonie jednego z poligonów morskich U.S. Navy u Atlantyckiego wybrzeża USA. Nieświadoma obecności intruza amerykańska  fregata McCloy (FF-1038 typu „Bronstein”) prowadziła tutaj próby systemu podwodnej obserwacji TASS z holowaną wydłużoną niskoczęstotliwościową hydroakustyczną anteną. Po pewnym czasie Amerykanie nagle przerwali próby i odeszli do bazy. Radzieckiej jednostce udało się zarejestrować podstawowe parametry pracy najnowszego systemu i z poczuciem dobrze wykonanego zadania zbierała się do zmiany sektora. Zanim jednak „Victor” zdołał położyć się na nowy kurs jego kadłubem wstrząsnęły dziwne wibracje. Zatrzymano turbiny, a okręt rozpoczął manewr wynurzenia. Po oględzinach okazało się, że K-324 otrzymał niespodziewany prezent: na śrubę nawinął się 400-metrowy odcinek supertajnego kabla-przewodu anteny TASS! Stąd ta wibracja. Radość wielka, ale jak czmychnąć bez napędu będąc w samym centrum wrogiego poligonu? O świcie na miejscu zdarzenia pojawiły się dwa amerykańskie niszczyciele – Peterson (DD-969) i Nicholson (DD-982), oba typu „Spruance”. Natychmiast podjęły próbę pozbawienia K-324 cennej zdobyczy. Trwało to niemal 10 dni i nie dało rezultatu. Tieriechin poważnie obawiał się, że Amerykanie w końcu zdecydują się na abordaż i przygotował swój okręt do wysadzenia w powietrze. Nie było to jednak konieczne, bo w sukurs K-324 przybył radziecki okręt ratowniczy Aldan. Ten ostatni wziął na hol swojego rodaka i odprowadził go na Kubę. Amerykanie nie interweniowali uznając, że kawałek kabla choćby najnowocześniejszy nie jest wart wybuchu konfliktu. K-324 trafił do stoczni na remont a kabel – trofeum do Kraju Rad, gdzie poddano go szczegółowym oględzinom.

——————–

52 Część rosyjskich autorów (np. A.S. Pawłow) nie podziela zachwytu radzieckiego dowództwa, dając do zrozumienia, że operacja nie zakończyła się aż takim sukcesem. Radzieckie okręty zostały wykryte przez siły zop i śledzone do czasu opuszczenia rejonu operacji.

53 W. Demianowskij, A Kotłobowskij… s. 23

54 Kak sozdawałsia atomnyj…, s. 354.

Zobacz też:

„Czarni Książęta” Zimnej Wojny – część I

Narodziny chińskich okrętów podwodnych

Hiroszima i jej siostry

Geneza, rozwój i doktryna wykorzystania japońskich okrętów podwodnych